Po raz trzeci już
środa, 15 stycznia 2014
Odkurzanie :)

No trochę przesadziłam z długością przerwy w pisaniu tutaj - przepraszam :)

A teraz do rzeczy - co się u nas dzieje?

Ale w sumie to do grudnia się nic ciekawego nie działo – cały czas remontowaliśmy :)

Pod koniec października pojawiła się u nas nowa mieszkanka, a było to tak:

"Usłyszałam gdzieś niedaleko jakby płacz dziecka, no ale skąd tu u nas na "Zadupiu" ;) mogłabym słyszeć dziecko? Chyba gdzieś kot miauczy.

Patrzę, a za płotem sobie stoi czarnuch taki i miauczy przeraźliwie. No to wołam "kici kici". Ona popatrzyła na mnie - normalnie prosto w oczy mi spojrzała, miaukneła i ruszyła wzdłuż płotu. Ja też (w sensie, że ruszyłam wzdłuż płotu :)

Przeszłam przez uliczkę na tył domu, a ona mi zniknęła z oczu. Ale wołam znowu "kici kici" - patrzę idzie przez krzaki prosto do mnie (bo z tyłu domu leżały już od ścięte młode akacje - teraz już uprzątnięte, bo jest tam teraz szambo).

Podeszłam więc i ja, ona dała się pogłaskać i wziąć na ręce. Zaniosłam ją na podwórko, Brat się nią chwilę zajął, bo lubi koty, a ja poszłam po spodeczek i coś do jedzenia dla niej (mój Brat twierdzi, że to ona, a nie on na 100% :)

Od razu jakoś tak przyszło mi do głowy wołać ją Sadza, bo taka czarna jest, tylko na szyi ma dosłownie parę kłaczków białych. Jadła i jadła, chyba była głodna jak wilk :) Potem się przymilała, więc ją głaskałam. Pokazałam jej, że w stodole jest siano i że może tam spać, ale nie chciała.

Brachol mówił, że ona w ciąży może być, ale nie była, bo rano była "bez brzucha", ale po jedzeniu znów się robiła okrągła - chyba po prostu była taka wygłodzona, bo teraz wygląda normalnie."

Nie wiedziałam czy na drugi dzień ją znów zobaczę, ale już u nas została i nadal jest. Oto Sadza:

kot

Od połowy listopada zaczęło się dziać, ale nie miałam przez to czasu, żeby cokolwiek napisać. Przez parę dni byli moi Rodzice, przyjechał też mój Brat i Teściowie. No i mamy kolejnego nowego członka rodziny – Kajtusia:

piesek

szczeniaczek

Przywieźli go moi Rodzice od mojej Babci. Już teraz jest większy - wszystko gryzie i rozwleka mi śmieci po podwórku :) A Synuś uwielbia się z nim gonić. Sadza za to biedna ucieka przed nim - chociaż czasem jedzą razem z jednej miski i chyba zaczynają się ze sobą wreszcie oswajać :)

Później byłam ponad tydzień z Synusiem w szpitalu. W jedną sobotę wieczorem strasznie zaczął płakać przez sen – myśleliśmy, że coś mu się śni, ale sytuacja się powtórzyła jeszcze ze dwa razy, a zaś strasznie krzyczał i przy tym beczeniu ze dwa razy się zesikał (bo spał bez pieluszki) i mówił, że bolą go plecy i brzuszek i siurek – myślę sobie – pewnie nerki i pęcherz. No i jak poszedł zrobić na nocnik siku to spinał pośladki strasznie przy sikaniu, więc rano w niedzielę pojechaliśmy do szpitala. Okazało się, że miałam rację i jest zakażenie układu moczowego – przez to wodonercze prawdopodobnie i dostała się tam bakteria i gotowe. Z powodu nowotworu w wywiadzie postanowili nas zatrzymać. Mały dostawał antybiotyk, zrobili badania i w kolejny poniedziałek wyszliśmy do domu. W sumie już po trzech dniach Synuś poczuł się lepiej i później strasznie mu się nudziło :)

W międzyczasie jak nas nie było to chłopaki pracowali – postawili nowy komin i zamontowali nowy piec w nowej kotłowni. Pan Jurek zaczął kłaść płytki. Jak wróciłam, to jeszcze przez tydzień był i obudował wannę i kibelek, no i wreszcie kąpiemy się w nowej łazience :D jeszcze czekam na umywalkę z szafkami i parawan na wannę, no i lustro trzeba zamontować i kinkiety i zasilikonować łączenia płytek ściennych z podłogowymi (kupiłam tylko jedną tubkę silikonu niebieskiego i nie starczyło…a niesamowicie ciężko jest dostać niebieski silikon, bo jest moda na brązowo-beżowe łazienki i nawet kafelków niebieskich było jak na lekarstwo…)

W jeden weekend przyjechał też Teściu z Mężusia Bratem i położyli sufity w łazience i salono-kuchni, no i wreszcie mogliśmy poszlifować i zagruntować ściany i sufity, co też trochę trwało.

Później przyszły Święta – przez tydzień byłam u moich Rodziców (bo nie byłam tam od wakacji przez te remonty, ale za to Rodzice przyjechali kilka razy do nas :) No, a zaś miałam wielkie malowanie. Pokupiłam farby i przyrządy malarskie (w sensie – wiaderko, kratkę, wałek i pędzel :) i zaczęłam malować :) Niestety w łazience za długo była przyklejona taśma malarska na suficie i jak ją zdejmowałam to poodpadała farba aż do gołej płyty… No i teraz mój Mężuś słabo zeszlifował, no a gdzieniegdzie Pan Jurek za mało zaszpachlował łączenia i są góry i doliny – normalnie nie mogę wypatrzeć na ten sufit, ale mojemu Mężusiowi się nie chce – chce to zostawić do następnego malowania, ale chyba będę mu wiercić dziurę w brzuchu, żeby to zrobił teraz, bo zaś będzie nowy narożnik i krzesła i wszystko mi się znów zapyli….

Malowałam całymi dniami, nawet do 11 w nocy (oczywiście z przerwami na schnięcie ścian i na gotowanie :), bo chciałam zdążyć do pierwszego noworocznego weekendu, bo robiliśmy 3. Urodziny Synusia. Więc jak skończyłam malować to zaczęłam sprzątać i szykować wszystko. Dobrze że przyjechała moja Siostra z Chłopakiem i mój Brachu, bo bez nich bym się nie wyrobiła :) Wszystkich troje zagoniłam do roboty :D Sis myła okna i meble przyniesione wreszcie ze stodoły, jej Chłopak pomagał mojemu Mężusiowi szorować podłogę – bo niby do szlifowania była przykryta folią, ale i tak się ten wszędobylski pył dostał pod spód… A Brachu najpierw nosił meble ze stodoły, a zaś zagoniłam go do krojenia sałatki :D Ja w tym czasie jednym okiem zerkałam na Synusia, nadzorowałam postępy prac, szykowałam i gotowałam składniki do sałatek, ciasta i tortu. A jak oni już skończyli robotę i poszli oglądać film, a Synuś już spał, to ja do 11 w nocy robiłam tort – taki o:

tort zyg-zak

Oczywiście tam do góry gdzie te maziaje to było imię mojego Synusia i świeczka z numerkiem 3 :) Synuś już dawno sobie zażyczył, że chce „Sitaka” :) a za ten cały trud – jego mina jak przyniosłam tort była bezcenna :D i reakcja – „Łał” :D za rok chyba będzie Złomek, bo już mi powiedział, że chce teraz „Sitaka i Złomka” :D Zaraz po zdmuchnięciu świeczki karoseria przeszła pomyślnie test smaku, bo Synuś ją podskubywał :)

 

Z mniej przyjemnych wiadomości, to byłam u lekarza, bo przez dwa miesiące nie miałam okresu i byłam święcie przekonana, że jestem w ciąży. Ale okazało się, że niestety nie jestem, a za to mam zespół policystycznych jajników i lekarka powiedziała, że będę mieć problem z zajściem w ciążę… Biorę tabletki i zobaczymy – może jeszcze będę mamą…

No i tak to zleciało od ostatniego wpisu. Teraz jeszcze muszę dokończyć malowanie poprawek  tam, gdzie poodłaziła farba razem z taśmą i machnąć ozdobnik. No i później zależy jak będziemy stać z kasą (bo to co dostaliśmy z kredytu już dawno się skończyło i gdyby moi Rodzice nam nie dali pieniędzy to by nam nie starczył na pewno i nawet nie chcę myśleć jak długo byśmy jeszcze mieli rozgrzebane wszystko) – chciałabym kupić narożnik i krzesła (bo stół już kupiłam – piękny, ciężki, drewniany), a zaś jeszcze meble do kuchni, ale najpierw nie wiem czy nie zaczniemy remontować drugiej części domu – tej w której do tej pory mieszkaliśmy, a mają tam być nasza sypialnia i pokój Synusia. No i nie wiem czy nie będziemy musieli najpierw sobie nazbierać na samochód, bo chcę Synusia zapisać do przedszkola – w sumie to nawet chyba muszę, bo on pójdzie rocznikowo jako 4-latek, a chyba jest obowiązkowe roczne przygotowanie przedszkolne. No a jak on pójdzie do przedszkola to ja będę musiała iść do pracy (jak w ogóle coś znajdę…) a wtedy będzie mi potrzebne auto, żeby z tego naszego Zadupia gdzieś dojechać :) Ewentualnie jeśli nam się uda i zajdę w ciążę, to zostanę jeszcze w domu z dzidziusiem. Ale jakoś specjalnie na to nie liczę – pomału zaczynam się oswajać z myślą, że nie będę mieć więcej dzieci…

A żeby nie kończyć tak smutno to zrobiłam kilka kolaży z tego jak było u nas w domu, a jak jest teraz - coś mi się tu pokićkało z formatowaniem zdjęć i nie wiem czy dobrze widać - łazienka:

Salono-kuchnia:

A tak wyglądały projekty mojego autorstwa :)

No i spadł wreszcie dzisiaj długo wyczekiwany śnieg, więc skorzystaliśmy z Synusiem z okazji - oto efekt naszej pracy:

bałwan

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy jeszcze tu wogóle zaglądają i  mieli cierpliwość przebrnąć do końca posta :D

16:36, akrimeks
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 października 2013
A co tam w trawie piszczy?

Czyli co u mnie słychać :)

Otóż od ponad miesiąca mieszkamy na naszym nowym domu - tym razem już własnym (albo raczej prawie własnym, bo mamy kredyt do spłacenia). Działo się przez ten miesiąc bardzo dużo i nadal się dzieje, bo remont trwa na całego i przeboje z Dziadami (czyt. - poprzednimi właścicielami) też.

Bo musiałam poskuwać tynki w jednej części domu - tam gdzie docelowo będzie kuchnia z salonem i w łazience, która została już podzielona na 2 części, bo za ścianą łazienki jest kotłownia. Mężuś wywalał podłogi drewniane i skuwał podłogę w łazience, bo pod spodem nie było porządnie zrobione, tylko prosto położone na piachu... No i w każdym pomieszczeniu inny poziom....No i trzeba było wywalić ileś ton tego piachu żeby przygotować pod wylewkę- dobrze że na poprzedni weekend przyjechali moi Rodzice, bo sami to chyba byśmy 3 tygodnie wywalali sam piasek. Później przyjechał Wujek z pomocnikiem i pokładli rury do odpływów, a Mężuś zaczął kłaść nowe kable - bo stare były jakieś aluminiowe czy coś, a powinny być miedziane. No i od wczoraj jest Pan Jurek, który kładzie tynki i zrobi pierwszą wylewkę.

Także cały czas się remontujemy, a mieszkamy w drugiej części domu - w dużym pokoju i kuchni, w której mam też podłączoną wannę i pralkę. A kibelek na razie jest tylko w kotłowni - no i jeszcze jest wychodek koło szopki na dworze XD

No i to tak w skrócie się u nas dzieje. Bajzel na całego :) A jeszcze byłam z Synusiem na badaniach w Klinice we Wrocławiu i wyniki ma dobre. Tylko musieliśmy na trochę wrócić do pampersów, bo raz że nie było czasu na pilnowanie jego sikania, a dwa to przez jakiś czas nie miałam możliwości podłączenia pralki, kibelek jest w kotłowni, więc trzeba wyjść na dwór żeby tam dotrzeć (czyli zanim byśmy dotarli to by już wszystko było w majtkach...), a z wanny się wychodziło jakiś czas na piach, bo była skuta podłoga. Także na razie odpuściłam odpieluszkowanie i wrócę do tego jak już będzie gotowa łazienka. A rozpisuję się o tym dłużej, bo jak byliśmy w Klinice, to lekarz robiący USG mnie tak zjechał od góry do dołu, za to że Synuś jeszcze w pieluszce, a za 3 miesiące kończy 3 lata. No i mnie ten facet tak strasznie wkurzył - zero zrozumienia dla remontu łazienki i warunków w jakich chwilowo mieszkamy. A poza tym uważam, że Synu ma jeszcze czas żeby się oduczyć pieluszek. Kropka.

No i to by było na tyle co u mnie słychać :)

A tak mniej więcej wygląda nasz dom - bo już Pan kładzie tynki, stoi cała ściana między łazienką a kotłownią, a kibelek jest w innym miejscu w kotłowni - postawiony tylko, bo trzeba wylewki zrobić i fundament pod komin, więc się trochę pozmieniało... :)

remont

Skuwaliśmy te posadzki w łazience, jedna ściana była wyrzucona, a postawiona w innym miejscu, zamiast starego okienka wybite miejsce i wstawione drzwi.

remont

Kafelki w łazience skuwane były też ze ścian -pomagała mi Teściowa troszkę.

remont

Tu już jest skuta podłoga i z wanny wychodzi się na piach :) prawie jak nad morzem ;) no i jest postawione kilka warstw nowej ściany i już są tam wstawione drzwi.

remont

A to widok części kuchennej w salonie - wszystkie ściany skute, zeszorowane drucianą szczotką i zagruntowane pędzlem przeze mnie, sufity i podłogi zerwane przez Mężusia, piach wybrany przeze mnie, moją Mamę i Tatę, kable położył - jeszcze nie do końca Mężuś.

No i to tyle. Znów się pewnie nie będę długo odzywać, bo jeszcze masa pracy przed nami.

15:33, akrimeks
Link Komentarze (4) »
środa, 28 sierpnia 2013
Już niedługo będziemy na swoim :D

Nie mam teraz czasu ani natchnienia żeby tu pisać. Zajmowałam myśli lalkami i wyjazdami, żeby przeczekać ten miesiąc...

Niby się dziady pakują, ale dopóki się nie wyniosą to będę drżeć (czyli już niedługo, bo do piątku :) Umówione już mam z nimi i z pośrednikiem z biura nieruchomości na piątek odbiór domu. A na sobotę przyjadą bracia i szwagier Mężusia i mój brat chyba, no i mam zamówionych 2 facetów z dużym samochodem do przeprowadzek. Wreszcie skończy się mieszkanie na kartonach :) Mam tylko nadzieję, że się damy radę zabrać, bo wprawdzie 3 szafy już zostały przewiezione (znajoma wymieniała meble w pokoju młodzieży i oddała za darmo, a były w bardzo dobrym stanie więc wzięliśmy - Synuś będzie miał na początek, aż staniemy na nogi po tych remontach)

No ale zostało jeszcze trochę - kanapa, 2 fotele, 2 stoliki, 4 szafki, biurko, szafa z nadstawką, pralka, lodówka i mnóóóóóóóóóóóstwo kartonów... Prawie jesteśmy spakowani - zostały komputery, tv i takie kuchenne, no bo coś trzeba jeść :) W piątek najpierw pojedziemy do sklepu po kuchenkę i zmywarkę, bo kuchenkę muszą nam przerobić, żeby można było podłączyć butlę.

A tak poza tym to niestety przez te stresy przytyłam, a przez jakieś 2-3 miesiące nie byłam na diecie, bo chciałam zajść w ciążę, ale Mężuś i tak popala papierosy, a ja uważam, że Synuś nam się przytrafił, bo wtedy Mężuś nie palił przez 3 miesiące i wpadliśmy :D a wcześniej przez 4 lata jak byliśmy razem jakoś nie - mimo że normalnie uprawialiśmy seks bez zabezpieczeń. Dlatego uważam, że to jest uzależnione od tego czy on pali czy nie, no i znów jestem na diecie.

No i byłam z małym ponad tydzień u moich Rodziców, i 5 dni u Teściowej, żeby nie myśleć o tym wszystkim. A w tej chwili jestem okropnie przerażona remontem - boję się czy starczy kasy, czy zdążymy do końca roku (bo mamy taki termin od banku) - a powinniśmy zdążyć szybciej, bo noce są coraz zimniejsze, a musimy wymienić piec... Strasznie się boję jak to wszystko będzie... Pewnie znów nie będę długo pisać przez to całe zamieszanie z remontem... Oby jakoś poszło :)

12:06, akrimeks
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 lipca 2013
E tam....

Normalnie tak mi się nie chce.... Dzisiaj to bym najchętniej tylko usiadła i płakała - mam dolinę... Tyle czasu już nie pisałam, bo w moim realu bardzo dużo się dzieje. Te 2 miesiące temu jak miałam pisać, to najpierw się jak na złość skończył limit danych w play i nie miałam wcale neta, zaś jechałam do domu na kilka dni, a później się zaczęły schody...

Bo kupiliśmy dom, ale z takimi przebojami, że szok. Na początku - tj. w kwietniu, wszystko było dobrze - podpisaliśmy umowę przedwstępną na kwotę 5 tys. niższą niż było w ogłoszeniu 

(zapytaliśmy się grzecznie czy jest możliwość negocjacji ceny - no i była).

Termin wyznaczony w umowie był do końca lipca, z założeniem, że jak dziady (tak teraz mówię na sprzedających, bo mi strasznie dokuczyli) dostaną kasę to z tym dniem się wyprowadzą.

No i czekaliśmy - najpierw prawie 2 miesiące, bo tamci załatwiali tak długo geodetę do wydzielenia naszej działki z domem z gospodarstwa. Jak już były papiery to z banku poszło szybko - chyba z 3 tygodnie i mieliśmy przyznany kredyt. No i jakiś tydzień przed umową notarialną się zaczęło........

Były okropne - trafiliśmy na jakichś nienormalnych ludzi... I jak już przyszło do tej umowy notarialnej to spędziliśmy u notariusza pół dnia, bo dziady się cały czas na nas wydzierali, że "wydoiliśmy" z nich te 5 tys., co się zgodzili w umowie przedwstępnej opuścić, że musieli czekać 4 miesiące (z czego 2 było z ich winy, bo załatwiali tak długo geodetę - a poza tym wiedzieli, że bierzemy kredyt i ile to trwa...) i że teraz my mamy zaczekać na nich 3 miesiące, aż się wyprowadzą... 

Normalnie masakra jakaś z nimi była wtedy i słowa tego nie oddają co tam przeżyliśmy... a w dodatku my mamy kredyt trochę większy - na remont i do końca roku musimy go zrobić, bo bank przyjdzie sprawdzić...

W końcu zgodziliśmy się, żeby zostali do końca sierpnia, bo to jednak była bardzo dobra okazja - 0,5 ha, dom ocieplony, wymienione okna i dach i cena na którą nas stać.

Teraz zaczyna się pomału układać - Mężuś był tam teraz z bratem zobaczyć co oni tam kombinują, bo po tym co nam zaserwowali u notariuszki (notabene ona nam też powiedziała, że współczuje takich kontrahentów...) to się baliśmy, że zdewastują dom albo zatrują ogród czy coś tam - bo to wariaci. Ale na szczęście (tfu tfu żeby nie zapeszyć)  już się pomału pakują i może się nawet szybciej wyniosą :)

No i tak to w skrócie telegraficznym wyglądały moje ostatnie 2 miesiące.

I ogłaszam wszem i wobec, że moje lalkowe hobby zostaje przeniesione na specjalnie powstały dzisiaj blog :) A posty o lalkach które zamieszczałam tutaj - zamierzam teraz pousuwać i przenieść na nowy lalkowy adres: http://akrimdolls.blogspot.com/ Zapraszam :)

10:54, akrimeks
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 maja 2013
Wreszcie obiecane porównanie :)

Jakoś się nie mogłam zebrać wcześniej.... Mamy kłopoty z tym domem, który chcemy kupić - niedosyć, że na geodetę czekaliśmy ponad 1,5 miesiąca, to jeszcze Dziadek (facet od którego kupujemy dom) uparł się na służebność drogi dojazdowej i na naszej działce dla niego przez środek naszej działki. Bo dom stoi wraz z gospodarstwem 4 ha i wydzielona z niego będzie działka dookoła domu, który jest pośrodku tych hektarów. Od drogi publicznej dojeżdża się przez pole Dziadka i miało to być współwłasnością, żebyśmy nie mieli problemów jak Dziadek ziemię sprzeda. No i on chciał przez naszą działkę służebność, żeby dojechać do reszty ziemi co jest z tyłu domu. W końcu po długich deliberacjach ustaliliśmy wreszcie, że odetnie się kawałek z naszej działki i sobie będzie tamtędy przejeżdżać (bo nasza działka jest po prostu przy rowie i nie miałby jak przejechać, albo musiałby kombinować). No i znów czekamy na geodetę....

Porównanie lalek można znaleźć tutaj: akrimdolls

17:17, akrimeks , Lalki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 maja 2013
Zmieniłam ustawienia komentarzy

Bo aszeko zwróciła mi uwagę, że nie da się komentować wpisów, jeśli nie ma się konta na bloxie. Ja o tym nie wiedziałam, ale już pozmieniane i wszyscy mogą dodawać komenty :D

A dzisiaj miały być już porównania lalek, ale będzie coś innego - bo mam nowe lalki!!! :D na forum lalkowym zobaczyłam rano post, że w kauflandzie są Twilight Teens od Simby za niecałe 25 zł, a normalnie kosztują od 50zł wzwyż, no i plus przesyłka, bo większość rzeczy zamawiam przez internet. Więc obliczyłam, że opłaca mi się jechać 20 km, bo i tak mi to taniej wyjdzie :) No i zapakowałam Synusia i pojechaliśmy. A tam oprócz wspomnianych lalek znalazłam SUPER promocję - barbie fashionistas za 14,99 zł!!! :D Właściwie to przez przypadek, bo stały sobie one, ale były "bezcenne", więc wzięłam jedną i poszłam do czytnika. Jak zobaczyłam cenę, to myślałam że chyba się czytnik zepsuł :) ale władowałam trzy do koszyka i poszliśmy z młodym do kasy (żeby nie było że tylko mama sobie zabawki kupuje, to młody dostał autko policyjne i cały komplet książeczek z naklejkami - uwielbia to :D, a były w promocji 50% :) No i przy kasie rzeczywiście okazało się, że lalki są za 14,99 zł. Więc wzięłam jeszcze kolejne 3 :D W sumie zaoszczędziłam jakieś 200-300 zł, bo normalnie te lalki kosztują od 40 zł wzwyż + przesyłka ofkors. Więc jestem bardzo szczęśliwa. Synuś też. Zrobiliśmy sobie dziś Dzień Dziecka :D

A oto moje świeżo nabyte paniusie :)

barbie fashionistas seria

Raquelle

barbie fashionistas Raquelle

Chyba Sweetie z zamkniętymi ustami

barbie fashionistas

Summer

barbie fashionistas Summer

Chyba Sweetie

barbie fashionistas Sweetie

Teresa

barbie fashionistas Teresa

Nikki

barbie fashionistas Nikki

No i twilight teens Ghostilla:

Twilight teens

którą jutro jadę reklamować, bo ma dwie prawe nogi...

Twilight teens ghostilla

Teraz muszę je ponazwywać :) Wiem że na bank zostaje u mnie Raquelle, Summer i Ghostilla (po wymianie oczywiście). Blondyny wykorzystam jako dawczynie ciał - już moja my scene jedno dostała :) a nad pozostałymi jeszcze myślę. No a teraz czas spać :) ale mi się dziś będzie dobrze spało :D :D :D happy :D :D :D

P.S. dodałam nową kategorię - lalki i poprzenoszę w wolnej chwili posty z lalkami, a miniatury zostaną w miniaturach :)

23:11, akrimeks , Lalki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 maja 2013
Dla lalek

Znów mała obsówa, bo na weekend majowy przyjechali do nas moi Rodzice i byliśmy trochę obejrzeć i obfocić dom, który kupujemy. No i cały ten czas nie miałam czasu :) Bo musiałam posprzątać, a jeszcze robiłam szatkę dla mojego chrześniaka i album i wyszywałam dla niego anioła stróża, no a jak Rodzice byli to nie miałam też kiedy wejść na neta - zresztą to nie wypada :)

Ale jestem już dziś i kolejna porcja miniatur oraz na sam koniec niespodzianka :D

akcesoria dla lalek

To jest teczka na biurku - otwierana na gumkę :) i płyty i widać tu włącznik lampki na biurku :)

akcesoria dla lalek barbie

Płyty się oczywiście wyjmuje z pudełek i można je włożyć do magnetofonu, którego tu jeszcze nie ma bo powstał później :)

miniaturowe kwiaty dla lalek

Bukiet róż, jako że ten roombox był zrobiony na 20. urodziny mojej Sis :)

salon piękności dla lalek

A tu akcesoria do malowania i upiększania urody - część z nich się otwiera, np. szminka, pędzel, tusz do rzęs :)

perfumy dla lalek

Ujęcie drugie malowideł :)

barek dla lalek

To jest wnętrze barku - ożeszty - zapomniałam o sztućcach!

album dla lalek

I minialbum ze zdjęciami mojej Siostry :)

piątek, 26 kwietnia 2013
Akcesoria dla lalek

A niech tam - wstawię jeszcze kilka fotek :) Fajny dziś mieliśmy dzień - do południa byliśmy z Młodym chyba 2,5 godz. na dworze, a po południu jeszcze poszedł z Tatą na kolejne 2 godz. A ja zrobiłam album małego dziecka dla mojego Chrześniaka :) Bo za 2 tyg. będę chrzestną :) Pierwszy raz. No i prawie wyszyłam dla niego anioła stróża, jeszcze muszę uszyć dla niego szatkę na chrzest i już :)

A z tego wszystkiego zapomniałam o najważniejszym wydarzeniu w naszym życiu - KUPUJEMY DOM!!!!!!!!! :D :D :D :D

Już mamy podpisaną umowę przedwstępną i teraz czekamy na wydzielenie działki z gospodarstwa i na przyznanie kredytu. Tak się cieszę, że szok :) i nie mogę się już doczekać :)

Wracając do miniaturek :)

jak zrobić miniaturowe kwiaty

miniaturki

tapczan dla lalek

miniaturowe książki dla lalek

tablica korkowa dla lalek

Dobra - idę uspać Synusia :)

Więcej zdjęć mam nadzieję jutro :)

Miniaturki z domku mojej Siostry

Jak obiecałam daję fotki - miało być wczoraj, ale w moim przypadku jednodniowy poślizg to żaden poślizg :) Młody miał wczoraj gorszy dzień i miałam zajęte ręce - cały dzień się do mnie tulił... Nie wiem czy bolał go brzuszek i się źle czuł (bo zrobił brzydką kupę - może po tej herbatce na apetyt i vibowicie? - ale chyba po 1 dniu nie powinno mu się tak stać???), a może przez pogodę, bo cały dzień zapowiadało się na deszcz, a i tak nie padało. W każdym bądź razie nie chciał się wcale bawić, nawet na plac zabaw nie chciał iść, tylko cały dzień spędził na moich kolanach. Ale dziś już normalnie, więc wrzucam foty :)

miniaturowy fotel

miniaturowy stół

miniaturowe jedzenie

miniaturowe pieski

komputer dla lalek

A tu zdjęcie poglądowe żeby uzmysłowić wielkość moich miniaturek:

skala 1:12

Reszta jutro :)

środa, 24 kwietnia 2013
Domek dla lalek w skali 1:12

Hejka :) miało być o tym co jeszcze chciałabym się nauczyć tworzyć, ale właśnie skończyłam giftset dla mojej Sis i tak się cieszę, że muszę się podzielić :) właściwie to nie jest domek, tylko raczej roombox, bo jest w pudełku po persilu :D wszystko oprócz ramki ze zdjęciem z titanika zrobiłam sama :) a co tam się będę rozgadywać - zobaczcie sami:

roombox skala 1:12

roombox

I z oświetleniem górnym:

skala 1:12

I z lampką na biurku:

miniaturki

I obie lampki:

jak zrobić lampkę dla lalek

Jutro będą zbliżenia na wszystko, bo teraz chce mi się już spać. Aktualnie jesteśmy w trakcie odpieluszkowywania - podejście drugie :) Najpierw zamiast pampersów dawałam Synusiowi tetrówki, ale i tak mu nie przeszkadzało, że ma mokro, a że w nocy spał bez niczego i potrafił zawołać, to doszłam do wniosku, że trzeba go w dzień też dawać bez niczego i na razie jest dobrze :) - pierwszego dnia wyprałam 2 pralki, ale teraz już po tygodniu czasem nawet ani jednych spodni i majtek nie posika. Tylko sam nie bardzo chce wołać - ustawiam nam przypomnienie w telefonie co ok. 1,5 godz. i wtedy idziemy. Chyba że pił to wcześniej. Ale jakoś idzie :D

Za to mam z nim trzy światy jeśli chodzi o jedzenie - czasami zje tylko rano 2-3 skibki i zaś w sumie dopiero mleko do spania... Bardzo nie chce jeść obiadów. Przez ostatnie 3 dni jadł nawet tylko suchy chleb, odmawiając nawet kiełbasek i wędlin które wcześniej lubił. Na szczęście dzisiaj zjadł dużo - rano 2 sikby, zaś drożdżówkę, obiadek prawie cały i na wieczór kanapkę i mleko :) może znów miał taką fazę, bo wcześniej też miał ale rzadziej - raz na 2-3 miesiące mu się zdarzało że po 3-4 dni tak nie chciał jeść.

Ale wyniki ma dobre, bo byliśmy wczoraj w Klinice na badaniach i guz nadal bez zmian - ledwo widoczny, więc to może być taka jego natura, że jest taki tadek-niejadek. Teściowa mówiła, że jego tatuś też był taki, no i właściwie to nadal potrafi czasem nie jeść cały dzień i dopiero na obiad przychodzi... Nie wiem... Zobaczymy jak będzie jutro i zaś, bo od dziś mu podaję herbatkę na apetyt i vibowit, miał być apetizer, ale nie było w aptece (może i dobrze, bo syropki podać temu paskudnikowi to normalnie masakra...).

Także tego. To do jutra (mam nadzieję :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12