|
Blog > Komentarze do wpisu
Helooł :)
Bosh, jak mnie tu długo nie było.... Trochę mi szkoda, że już tyle nie piszę i nie wstawiam zdjęć, bo to było dla mnie trochę jak pamiętnik, ale od kiedy mój Synuś zachorował jakoś nie mam do tego głowy. Właściwie to żyję od jednego badania do drugiego w oczekiwaniu i z nadzieją na dobre wyniki... A w międzyczasie nie mam zbyt dużo wolnego czasu, bo całe dopołudnia (tj. do 15-16) jestem z małym w domu, a ponieważ on już sprawnie raczkuje i wstaje przy meblach, to muszę mieć oczy dookoła głowy, a w dodatku jeszcze przecież trzeba ugotować, uprać i posprzątać (co notabene robię prawie na okrągło, bo mały non stop rozwala wszystko po podłodze - zabawki, a także i okruszki oraz wszystko inne do czego uda mu się dobrać...) Ale cieszę się że tak rozrabia - choć strasznie mnie to męczy - bo to znaczy że jest dobrze, że się rozwija i zdrowieje :) Od ostatniego wpisu to się dosyć dużo działo, bo minęły w końcu całe 3 miesiące (o maj gasz!) - byłam z Synusiem tydzień u mnie w domu i tydzień u Teściów, a też moi Rodzice, Babci i Siostra byli u mnie na weekend, i Teściowa też była na kilka dni. No a na badaniach byliśmy chyba w międzyczasie z dziesięciu - w tym tomograf i scyntygrafia. Jutro jedziemy do Warszawy do Centrum Zdrowia Dziecka na następne badanie. No i tak się to wszystko pomału toczy - albo szybko, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak długo mnie tu nie było... Mój mały urwis ma już 7 zębów, wobec czego jada już prawie jak dorosły - staram się mu obiadków nie miksować na papkę, tylko zostawiam większe kawałki :) A na kolację już je chlebek :) Poprzestawiałam go też z butelką, bo gdy jadł kolację koło 6-7 wieczorem to budził mi się w środku nocy - czasem o 1, czasem o 3, więc za radą z pewnej mądrej książki (autorstwa Tracy Hogg) wprowadziłam mu butlę "na śpika" ok. 22-23 i wtedy przesypia mi zwykle do 6 rano. Nauczyłam go też zasypiania we własnym łóżeczku dzięki radom z tej książki, bo wcześniej jakoś tak wyszło, że usypialiśmy go przytulając i kołysząc w naszym łóżku (bo tak było szybciej :) i dopiero jak zasnął kładliśmy go do jego łóżeczka. Przyznam że było trochę ciężko - szczególnie pierwszego dnia - musiałam go kłaść chyba z 40-50 razy zanim przestał płakać i wstawać (tj. gdy wstał i płakał brałam go na ręce aż się uspokoił, a gdy tylko przestawał płakać znów go kładłam do łóżeczka, dawałam smoczek i jego nynusię - pieluszkę tetrową/przytulankę i śpiewałam kołysankę, a gdy po chwili znowu wstawał powtarzałam wszystko od nowa ze stoickim spokojem - co jest dla mnie nie lada wyczynem, bo jestem cholerykiem :) Ale za to drugiego dnia musiałam położyć go już tylko 8 razy, a teraz zwykle zasypia po 1 położeniu, chyba że ma gorszy dzień :) Zamierzam go też odzwyczaić od smoczka, mimo że Rodzice, Teściowie i Mężuś twierdzą że to za szybko, bo on ma dopiero 10 miesięcy, ale ja uważam że ten smoczek wcale mu nie jest potrzebny, bo właściwie używa go tylko podczas zasypiania, a potrzeby ssania to on już nie ma, bo jest za duży. Mówi już też więcej słów - poza mama, doszło też baba, tata i jakieś takie jego paplanie z którego czasem można się dosłuchać np. nie, albo jade czy takie podobne, ale to mu tak przypadkiem wychodzi :) Pokazuje też "taki duży" wyciągając rączki nad główkę i robi brawo kiedy zje, bo zawsze ja mu biłam brawo jak zjadł całe danie, a on najpierw robił "kosi kosi", a później skumał że to przecież to samo co brawo :) Potrafi także robić "brrr" trącając paluszkami usta :) A wogóle to jest bardzo dzielnym zuchem - prawie nigdy nie płacze gdy panie pielęgniarki pobierają mu krew, ani podczas badania usg. Jestem z niego bardzo dumna :) Kończę już, bo musimy wstać o 3 rano, bo podobno w dzień są pod Warszawą straszne korki - tak mi mówił kierowca karetki, który nas woził na badania gdy byliśmy w szpitalu - mówił że on na sygnale jedzie 4 godziny, a my normalnie to jak nic pojedziemy z 8, dlatego postanowiliśmy wyjechać tak wcześnie, żeby nie stać w korkach na tych prawie 400 km które mamy do przejechania... Dziś wklejam też fotkę - jest na niej mój Synuś gdy miał jakieś 8-9 tygodni i 80% jamy brzusznej wypełnionej rozrośniętą przez nowotwór wątrobą. Gdy zobaczyłam to zdjęcie (zrobił je informatyk w szpitalu i dopiero niedawno udało mi się je zdobyć) to nie mogłam spać całą noc, bo miałam przed oczami ten wielki brzuszek i wróciło do mnie wszystko przez co przeszliśmy wtedy przez te 1,5 miesiąca... :'(
Całe szczęście, że już jest lepiej... Do usłyszenia. poniedziałek, 07 listopada 2011, akrimeks
|
|
Dużo zdrowia dla Syneczka.